Gra dobiegła końca, czyli kto włada Westeros?

0
313

 

UWAGA TEKST ZAWIERA SPOILERY Z ÓSMEGO A TAKŻE Z WCZEŚNIEJSZYCH SEZONÓW GRY O TRON.

Gra dobiegła końca. Oficjalnie zakończył się serial, który śmiało, można nazwać nie tylko najpopularniejszym serialem na świecie, ale prawdziwym fenomenem, gromadzący przed telewizorami miliony ludzi na całym świecie. Był to zdecydowanie sezon kontrowersyjny, który wywoływał wśród widowni skrajne emocje. Trudno, żeby było, inaczej w końcu czekaliśmy długie lata, aby dowiedzieć się kto zasiądzie na żelaznym tronie jako władca Siedmiu Królestw. Niestety, ale skrócenie finałowego sezonu do zaledwie sześciu odcinków nie wyszło serialowi na dobre. Widoczne było to już przy poprzednim sezonie, teraz mamy jednak już pewność, że zostało to zbyt skondensowane. Nie będę tutaj narzekała na fabularne decyzji twórców, którzy mieli twardy orzech do zgryzienia. Musieli bowiem dokończyć serial bez znajomości dwóch ostatnich tomów sagi Pieśni lodu i ognia. Co prawda podobno George R.R. Martin zdradził im kluczowe wydarzenia dla poszczególnych bohaterów. Nie zapominajmy jednak, że przez te wszystkie lata scenarzyści poszli nieco swoją drogą tak, że finał nie może być dokładnie taki jaki będzie w dziele Martina. Nie mamy przecież kilku znaczących postaci, które w książkach mogą odegrać jeszcze istotną rolę.
Czy finałowy sezon był bardzo zły? Moim zdaniem to zbyt ostre słowa. Uważam, iż był on po prostu sporo słabszy niż to do czego, byliśmy przyzwyczajeni. Finał był zdecydowanie widowiskowy, jednak to przecież nie dlatego pokochaliśmy Grę o Tron. Jej siłą od zawsze były spiski, manipulację i rozmowy, które budowały niepowtarzalny klimat serialu. Niestety tego wszystkiego zabrakło na końcu. Pierwsze dwa odcinki, które mają wprowadzić nas w akcję, moim zdaniem są najlepsze i przypominają nam to, co najlepsze w serialu. Niestety problemy pojawiają się w trzecim odcinku. Zapowiadany był on jako epicka bitwa, jakiej telewizja nie widziała. Owszem była ona widowiskowa, jednak zabrakło tu emocji, momentów, kiedy naprawdę siedzielibyśmy, na krawędzi fotela obgryzając paznokcie. Oglądało się ją dobrze, co prawda można trochę ponarzekać na to, że było zbyt ciemno, jednak nie to było jej największym problemem. Porównując ją z poprzednimi bitwami, jakie oglądaliśmy w tym serialu z Bitwą bękartów na czele było nieco słabo. Należy też zaznaczyć kilka nielogicznych zachowań głównych bohaterów, które psuły nieco odbiór odcinka. Zaczynając od Jona Snowa, który nie wiedzieć czemu walczył, lecąc na smoku. Było to co najmniej dziwne, bo przydałby się o wiele bardziej na polu bitwy, dzierżąc miecz w ręku, a jak wiemy,Dany potrafi zarządzać więcej niż jednym smokiem w powietrzu. Domyślam się, że zabieg ten został zastosowany, aby podkreślić prawdziwą naturę Jona. Kolejnym mankamentem była bezsensowna szarża Dothraków. Owszem było to bardzo widowiskowe, jednak pozbawione sensu. Gdyby droga została oświetlona, wyglądałoby to nieco logiczniej. Ogólnie rzecz biorąc, bitwa była zdecydowanie średnią półką. Owszem była ona epicka i widowiskowa, jednak to trochę za mało, aby zapisać się w historii, jako najlepsza bitwa Gry o Tron. Kolejną dziwną decyzją było, to co zrobiono z postacią Nocnego Króla. Od razu zaznaczam, że nie mam nic przeciwko temu, kto go zabił. Wręcz przeciwnie, moim zdaniem była to decyzja logiczna i nieco zaskakująca, dzięki czemu wywołała emocje. Jednak to, że tak potężna istota, która przeżyła nawet smoczy ogień, ginie od jednego ciosu jest co najmniej dziwna. Wszyscy liczyli na pojedynek między antagonistą a Jonem Snowem. Do niczego takiego nie doszło, Nocny Król tak naprawdę nie walczył, poza małym epizodem na swoim lodowym smoku. Niestety, ale byłem tym zawiedziony. Nie chodzi mi o to, że to nie Jon go pokonał, ale o to, że nie było nam dane poznać umiejętności bojowych największego postrachu Westeros. Nie dane było nam też poznać jego prawdziwych motywacji oraz celu. Owszem wiedzieliśmy, że chce wszystkich zabić i dorwać Brana. No, ale dlaczego, bo wyjaśnienie, że jest, on pamięcią jest niezbyt przekonujące. Skoro wcześniej wszyscy zapomnieli o Białych Wędrowcach i uważali je jedynie za bajki, to znaczy, że trójoka wrona nie miała zbytniego wpływu na historię. Teraz nie pozostaje, nam nic innego jak czekać co w sprawie innych powie nam spin-off oraz Wichry Zimy od Georga R.R. Martina. W samej bitwie śmierć poniósł Jorah, co było zresztą logiczne. Miało to sprawić, że Dany zostanie sama bez doradców, bez swojej tłumaczki, która była też jej przyjaciółką,a której śmierć w czwartym odcinku miała pchnąć ją już na skraj, jednak to wszystko było zbyt szybki. Z drugiej strony dobrze, że twórcy nie zdecydowali się, aby to właśnie Jorah uśmiercił swoją królową. To byłoby dopiero pozbawione logiki i sensu. Oprócz niego swoje życie poświęcił Theon, który zginął w obronie Brana. Tym samym odkupił, swoje winy za to co uczynił Starkom. Wspominając o poświęceniu nie można zapomnieć o młodej Lady Mormont, która poświęciła się, aby zgładzić olbrzyma. Było to widowiskowe i godne pożegnanie.
Niestety, ale kolejne epizody nie były wcale lepsze. Można nawet założyć, że były gorsze. Sposób, w jaki Daenerys straciła, swojego smoka i flotę był co najmniej dziwny. Ja naprawdę rozumiem, że trzeba było położyć podwaliny pod jej furię, ale można było to zrobić chyba nieco lepiej. Właśnie w takich momentach widać zbytni pośpiech. Gdyby serial miał jeszcze ze dwa sezony, można, by to zrobić wszystko jak należy. Sam wątek Nocnego Króla i armii umarłych powinien być rozciągnięty na cały 8 sezon, a nie skondensowany do jednej bitwy. Dopiero potem powinna nastąpić wojna Daenerys kontra Cersei. Skoro jesteśmy już przy Cersei, to niestety, ale jest ona najbardziej zmarnowaną postacią tego sezonu. Bohaterka, która od zawsze potrafiła knuć i wymyślać skomplikowane intrygi, została sprowadzona do roli osoby, która jedynie stoi i od czasu do czasu wypowie jakąś kwestię. Niezbyt logiczna jest też scena jej śmierci w ramionach Jaimi’ego. Wcześniej wysłała Brona, aby zabił jego i Tyriona, teraz natomiast pada mu w ramiona. Co prawda można to uznać za ostatnie ludzkie odruchy w obliczu klęski, jednak nie jest to Cersei, którą znamy. Widać to najlepiej przy obronie stolicy w odcinku 5. Był to odcinek dziwny. Poprzednio smok padł od paru strzałów, a teraz Drogon był w stanie spalić całą flotę, a do tego wykończyć złotą kompanię jedną zniszczoną ścianą. Swoją drogą, serio nikt nie wpadł na pomysł, że smok może podlecieć od tyłu? Naprawdę liczyłem na starcie Nieskalanych ze Złotą Kompanią. Zresztą oni to robili tutaj bardziej za statystów. Wyszli przed bramę, postali, a potem już ich nie było. Jeżeli to miała być legendarna kompania, której wszyscy się bali, to ja bardzo przepraszam. Skoro wspomnieliśmy o flocie, nie można nie zauważyć nieobecności Yary i żelaznej floty. Gdzie się podziała, czy nie pragnęła zemsty na swym wuju. Jej postać mignęła jedynie w finale wypowiadając jedynie parę kwestii. Zmarnowaną postacią jest tu także Euron, nie jest to ta sama osoba co z kart książek. Został on tu nieco spłaszczony, a jego charakter gdzieś się ulotnił. Kolejną dziwną sprawą była ilość wojska, jaką posiadała Dany. W Winterfell padła większość Dothraków oraz sporo Nieskalanych, teraz wygląda, to tak jak by Matka smoków straciła zaledwie garstkę ludzi. Nie można też nie wspomnieć o najbardziej szokującym momencie przedostatniego odcinka, czyli spaleniu Królewskiej Przystani. Tutaj należy pobawić się nieco w psychologa, bo nie można ot, tak mówić, że Dany, została po prostu szaloną królową jak jej ojciec. Należy jednak zaznaczyć, że to, co się stało, nie miało, żadnej fabularnej podbudowy. Właściwie jedno tylko zdanie o strachu, które padło w rozmowie z Jonem. Jak dla mnie to nieco za mało, aby zaakceptować tak drastyczną przemianę. Co nie oznacza, że krytykuje samą decyzję. Rozumiem ludzi zszokowanych tą decyzją, sam byłem jedną z takich osób, bo od samego początku kibicowałem Khaelessi, aby zasiadła na żelaznym tronie. Jednak nie można twierdzić, że była ona kryształową osobą. Co prawda nie spaliła dotąd żadnego miasta, jednak głównie za sprawą swoich doradców, których teraz przy niej zabrakło. Ludzie w Królewskiej Przystani zaczęli bić w dzwony dopiero, wtedy gdy zdobyła ona już miasto. Nie wyszli, do niej z rękami nazywając ją matką czy wyzwolicielką z okowów. Nie oni poddali się, bo po prostu nie mieli innego wyjścia. Było widać jej wściekłość, że lud, który przybyła wyzwolić nie kocha jej, nie traktuje jej niczym zbawicielki. Nie oni się jej po prostu bali. Co nie zmienia faktu, że powinna być tu lepsza podbudowa.

Przechodząc, już do odcinka 6, czyli finału, który był epizodem bardzo dziwnym. Podzielony był on niejako na dwie części. Pierwsza nie była jeszcze taka zła. Na pochwałę zasługuje Emilia Clarke, której przemowa była naprawdę dobra. Widać było, że się do niej przygotowała. Aczkolwiek dziwne było, mówienie o wyzwalaniu ludzi z okowów skoro już wygrała. Cersei nie żyję, ona jest królową, reszta regionów jak np.Dorne przysięgło jej już lojalność. Nie zmienia to faktu, że miała ona ambitne plany, które wykraczały poza Westeros. Niestety nie zobaczymy tego na ekranie, a szkoda, bo mogłaby to być interesująca fabuła na przyszłość. Słabo wypadła natomiast scena jej śmierci. Królowa pojmała Tyriona, co było logicznym posunięciem po tym, jak ją zdradził, jednak to, że nie pozbyła się od razu swego konkurenta do tronu było posunięciem dziwnym. Jeszcze dziwniejsza była decyzja o rozmowie z nim w cztery oczy w sali tronowej. Jak na osobę, która chciała, podbić cały świat wykazała się sporą dawką lekkomyślności. Fakt, że to właśnie Jon odbiera, jej życie jest decyzją z jednej strony dobrą, a z drugiej strony złą. Dobrą dlatego, że był on właściwie jedyną osobą, która się do tego nadawała. Złą natomiast dlatego, że jest to nieco trudne do uwierzenia. Biorąc pod uwagę jego zachowanie w poprzednich sezonach, nie wiem, czy byłby do tego zdolny. Nie twierdzę, że Jon wcześniej nie zabijał, ale nigdy z zimną krwią po cichu. Nawet osoby, które go uśmierciły, zostały skazane na egzekucję. Jon nie poszedł i ich po prostu nie zabił, wykonał na nich wyrok, a to jednak co innego. Kolejną dziwną sprawą było zachowanie Drogona. Dlaczego smok nie zabił zabójcy jego matki? Wytłumaczenie o krwi Targaryenów jest naciągane. Z książek możemy dowiedzieć się przecież, że smoki zabijały nie tylko siebie nawzajem, ale też smoczych lordów, którym nie służyli. Czym więc wytłumaczyć zachowanie ostatniego smoka? Było to nielogiczne i co najmniej dziwne, przecież wiadomo, że w tym świecie smoki to istoty porywcze i wierne. Skoro Drogon stracił matkę, powinien chcieć dokonać aktu zemsty za to, co zostało mu odebrane. Zamiast tego mamy nieco symboliczne stopienie żelaznego tronu, które możemy analizować jako to, że skoro Dany nie może, go mieć to nikt inny tez go nie dostanie. Oprócz tego należy zaznaczyć, że scena ze smokiem i jego matką była wzruszająca, w końcu Drogon stracił całą swoją rodzinę. Scena, gdy chwyta martwą królową i odlatuje, z nią w nieznane jest naprawdę klimatyczna. No właśnie, ale czy aby na pewno martwą? Co prawda widzimy, że Dany umiera, ale nie byłaby to pierwsza osoba, która powstała z martwych. Trudno powiedzieć, czy to po prostu urwany wątek, czy może furtka na przyszłość, aby zrobić jakiś sequel. Nie wiemy, przecież gdzie smok zabrał Khalesi, może do czerwonych kapłanek, które jak wiemy miały do niej raczej dobry stosunek. Uważały ją za wybawicielkę i nie miałyby raczej nic przeciwko jej drastycznym metodom. Przecież Melisandre też nie przebierała w środkach, aby zrealizować swoje plany. Co prawda HBO zaprzeczyło aby miało w planach kontynuację serialu, jednak przecież decyzję można zawsze zmienić. Na razie możemy snuć jedynie domysły.
Czas przejść do ostatniej części finału, czyli tego, co było po tym, jak królowa zginęła lub zniknęła. Wielcy lordowie, którzy przeżyli, zgromadzili się, aby wspólnie przedyskutować co dalej z Siedmioma Królestwami. Powiem tak, naprawdę trudno uwierzyć w tak dziwny obrót spraw. Sam wybór nowego króla już jest kontrowersyjny. Czy naprawdę Bran, który twierdził, że nie jest już przecież Starkiem i nie chce być lordem Winterfell, może być dobrym królem? Dziwna też była jego odpowiedz na to, czy zgodzi się pełnić tę funkcję. Przecież jeszcze nie tak dawno zarzekał się, że nie chce władać północą. Nie pogardził jednak całym królestwem, było to dziwne i sugerujące wręcz konieczność opowiedzenia historii do końca. Jednak najdziwniejsze było odłączenie się północy. Myśląc logicznie, skoro Jon zrzekł się korony północy i klęknął przed smoczą królową, którą potem zabił to władcą północy powinien być właśnie Bran. Dlaczego więc Sansa twierdzi, że ludzie Północy nie uklękną. Przed kim mają nie klękać, przed ostatnim synem Neda Starka. Przecież to ich prawowity władca. Było to dziwne, jednak dziwniejsze było to, że wszyscy ot, tak zaakceptowali decyzję o suwerennej Północy i ot, tak utworzyli Sześć Królestw. Skoro nie ma w nich północy, to jakie prawa do tronu ma właściwie Bran. Intrygujące było także to, ze właściwie do wyboru nowego króla przekonał wszystkich Tyrion, który był przecież więźniem i nie powinien mieć głosu. Trudne do uwierzenia jest też zachowanie Szarego Robaka, który zgadza się na wybór nowego króla. Jeszcze w tym odcinku był fanatycznie oddany swej królowej, teraz natomiast nie chce zemsty. Dlaczego Jon żyje, czemu nieskalani nie zabili go od razu po tym, gdy go pojmali. Jego karą ma być zesłanie do nocnej straży. Cóż można powiedzieć, że zatoczyliśmy koło. Jednak jak widać w ostatnich chwilach ujęcia, Snow odjeżdża poza mur. Czyżby więc miał zostać nowym królem za murem. Trudno uwierzyć w taki obrót spraw i w to, że po tym wszystkim nieskalani tak po prostu odpływają. No i co z Dothrakami, których jak widzieliśmy, w pierwszej połowie odcinka było całkiem sporo. Odeszli gdzieś, bez chęci zemsty za osobę, dla której przepłynęli wąskie może.Niestety, ale nie dostaliśmy odpowiedzi na wiele ważnych pytań. Nie mam wcale nic przeciwko otwartym zakończeniom, dzięki którym można snuć domysły. Jednak tutaj wyglądało, to tak jak by nie miał być to wcale koniec, a jedynie zamknięcie pewnego etapu. Serial kończy się zaprowadzeniem demokracji szlacheckiej. Jeżeli Tyrion naprawdę myślał, że to dobre rozwiązanie to przepraszam, ale u nas się nie sprawdziło. Trudno sobie wyobrazić, że w Westeros będzie inaczej. Wypada wspomnieć, też o pomyśle Sama aby oddać głos ludowi i o reakcji lordów na tę propozycję. Krótko mówiąc uznali oni to za zabawny żart. Ja tu widzę potencjał na kontynuację. Nie wiemy co z Dany, gdzie zabrał ją Drogon, co z Dothrakami, czy Biali Wędrowcy naprawdę zginęli. Pytań jest dużo, odpowiedzi natomiast mało. Wątek z Arią odpływającą w nieznane też mógłby zostać rozwinięty np. w spin-ofie.
Ostatni sezon niestety nie jest tak dobry, jak poprzednie. Widać tu pośpiech i chęć zakończenia na szybko. Było kilka ciekawszych momentów, jak np. pojedynek Ogara z bratem to jednak za mało, aby być w pełni usatysfakcjonowanym. Kilka postaci zostało tu zmarnowanych. Poczynając od Vasrysa, który właściwie nie robił nic istotnego w tym sezonie. Listy, które pisał, okazały się bez znaczenia. Tak samo było zresztą z królobójcą, którego rozwój został zaprzepaszczony. Przez te 8 sezonów bardzo się rozwinął i aż szkoda tego, jak skończył. Wspominając,o rozczarowaniach należy też wspomnieć o wyjawieniu pochodzenia Jona, które nie miało zbytniego wpływu na serial. Żeby nie było widać tu też trochę zalet. Jak choćby Sansa, u której widać rozwój przez poprzednie sezony, a także Tyrion, który był jedną z lepszych postaci ostatniego sezonu. Gra o Tron dobiegła końca, a nam nie pozostaje nic innego jak czekać na Wichry zimy oraz na zapowiedziany spin-off, który ma opowiadać o długiej nocy. Kto wie, może kiedyś uświadczymy jeszcze kontynuacji, ja nie miałbym nic przeciwko. Aby tylko nie była robiona na szybko, bo niestety, ale to właśnie jest największa wada finałowego sezonu, zbytni pośpiech. Pewna era w telewizji dobiegła końca. Żegnamy się z Grą o Tron, ale nie ze Światem Pieśni lodu i Ognia, w której pozostaniemy, mam nadzieję jeszcze przez dłuższy czas.

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Nothing else matters. Only us. #GameofThrones

Post udostępniony przez gameofthrones (@gameofthrones)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here