The 100 recenzja sezon 6 odcinki 1-5

2
256

UWAGA TEKST ZAWIERA SPOILERY.

The 100 powraca na ekrany z szóstym już sezonem. Jest to powrót nierówny, jednak widać tu spory potencjał. To czy zostanie, on wykorzystany powiedzą nam przyszłe odcinki. Poprzedni sezon był trochę nijaki. Co prawda dużo się działo, jednak mało z tego wynikało. Pozytywem były co prawda całkiem ciekawe nowe postaci, jednak sama historia nie porywała. Czuć było zadyszkę, zaczynało być widać, że scenarzystom może zabraknąć pomysłów. W końcu ile można jeść to, zmieniając jedynie sos. Sedno serialu od początku było takie samo. Przetrwanie na planecie, która coraz mniej nadaje się do zamieszkania. Jednak w sezonie piątym serial poszedł po całości. Walka została zaciśnięta do ostatniego małego miejsca na ziemi. Przez to akcja wydawała się niezbyt porywająca, watek przewodni sezonu wydawał się odgrzewanym koletem. Sezon szósty pokazuje jednak, że tkwią tu jeszcze spore pokłady niewykorzystanego potencjału. Przeniesienie akcji na inną planetę było dobrym pomysłem. Dzięki temu mamy do czynienia z tym, czego świadkami byliśmy jeszcze w sezonie pierwszym. Nasi bohaterowie muszą odkrywać nieznaną planetę i wypatrywać czyhające zagrożenia. Początkowe odcinki służą zawiązaniu akcji, a także przedstawieniu nowych bohaterów. Na razie jestem usatysfakcjonowany. Grupa osadników wydaje się intrygująca. Co prawda zdradzono już sporo ich sekretów, mam jednak nadzieję, że to nie koniec. Dziwnym pomysłem byłoby ujawnić wszystkie karty już na samym początku. Możliwe więc, że to zaledwie preludium, a prawdziwa jazda bez trzymanki dopiero przed nami. Mimo że jest to taki mikro reboot serialu, nie oznacza, że zapominamy o całej dawnej historii. Można to dobrze zaobserwować podczas interakcji naszych bohaterów. Decyzje, jakie podjęła, Clarke w poprzednich sezonach nadal mają na nią wpływ. Podobnie jest w relacjach między Raven oraz Abby, które po poprzednim sezonie są dosyć napięte. Serial stara się budować także nowe relacje między bohaterami. Konkretnie między OctaviąDiozą. Na razie są to jedynie skrawki, więc trudno powiedzieć coś więcej. Widać tu jednak potencjał na coś więcej. Mam nadzieję, że dzięki temu postać Octavii nabierze trochę głębszego sensu. W poprzednim sezonie to, kim się stała, miało nawet logiczne podwaliny. Jej zachowanie na nowej planecie nie jest jednak już tak logiczne. Jedyne wytłumaczenie jest chyba takie, że zatraciła się w byciu Blodreiną. Właśnie dlatego dzięki nawiązaniu relacji ze swoim dawnym wrogiem może być korzystne dla rozwoju tej postaci. Odcinek piąty sugeruje też, że pewnego rodzaju przemianę dostanie też Murphy. Nie jestem przekonany czy jest to do końca dobra decyzja. Mam tylko nadzieję, że scenarzyści nie zdecydują się na cofnięcie rozwoju tej postaci. Byłoby to zaprzepaszczenie wielu sezonów, gdy oglądaliśmy, jak John stawał się nową wersją samego siebie. Skoro już jesteśmy przy nowych wersjach, warto wspomnieć o Clarke i jej przemianie. Wyszło to całkiem ciekawie i intrygująco, jednak trochę trudno uwierzyć, że dawna Clarke odeszła na zawsze. Przyjemnie ogląda się nawiązania do poprzednich sezonów. Wygląda, to tak jak by scenarzyści mieli pomysł na ten sezon już jakiś czas temu. Oparcie struktury nowej opowieści na czarnej krwi sprawia, że mimo to, iż jesteśmy, na nowej planecie możemy poczuć się trochę jak dawniej. Wymieniłem trochę zalet, jednak żeby, nie gloryfikować nowego sezonu nie można pominąć też wad. Jedną z nich jest brak pomysłu na postać Bellamyego, który na razie kręci się po ekranie trochę bez celu. Jednak być może mieni się to po odcinku piątym. Jest też trochę zbyt mało Emori, Echo czy Raven, które wydają się zepchnięte nieco na boczny tor. Jest to dziwna decyzja, biorąc pod uwagę, że w poprzedni odgrywały rolę raczej ważne. Można to zrzucić na konieczność zaprezentowania nowych bohaterów. Mam jednak nadzieję, że od następnych odcinków czas będzie podzielony bardziej równomiernie. Mimo to przedstawienie nowych postaci wypada całkiem nieźle. Jordan prezentuje się zaskakująca dobrze, ogląda się go przyjemnie, co więcej w najnowszym odcinku to waśnie on jest silnikiem napędzającym fabułę. Mieszkańcy osady, w której przebywają, nasi bohaterowie też wypadają całkiem nieźle, jednak aby, móc w pełni ocenić te postacie musi upłynąć jeszcze kilka odcinków. Widać, że w nowym sezonie jest potencjał i historia, która może naprawdę zaciekawić. Liczę na to, że teraz kiedy główna oś fabuły została zawiązana, akcja nieco przyspieszy.

2 KOMENTARZE

  1. Dla mnie jak na razie jest to powtórka sezonu 2. Bohaterowie trafiają do wymarzonego miejsca, które okazuje się zupełnie czymś innym niż się wydaje. Nie chce przypadkiem spojlować zakończenia sezonu, ale jestem pewien że wiem jak to się skończy 🙂

  2. Dla mnie zaś, ten piąty sezon zaczął się jak naiwna, przesycona kolorami bajeczka. Na szczęście już zaczęło się dziać i na kolorowanki można przymknąć oko.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here